Post leczniczy wg. wskazań dr Dąbrowskiej- podsumowanie VI tygodnia… i co potem?


Dałam radę! Przeszłam post! 42 dni mega postnego wege jedzenia! Wygrałam z samą sobą i chyba to jest dla mnie najważniejsze. Jestem z siebie dumna.

Ponad to wyrwałam się z “niewyrywalnej” wagi, co było dla mnie bardzo istotne bo miałam wrażenie, że nic nie da rady, dopiero intensywny post dał. Wiedziałam o tym wcześniej…tylko tak mi się nie chciało… Człowiek egzystujący w swojej strefie komfortu naprawdę bardzo się rozleniwia i byłam tego najlepszym przykładem.

Efekty

Wynik tygodnia: waga -2,2 kg (razem -13,8 kg).

W pasie -10 cm, biodrach -6 cm, w udzie -6 cm.

Blizny i przebarwienia skóry-mniejsze, choć nie znikły. (Tatuaż gdzieś tam-też;))

Zdrowotnie? Czuję się wspaniale. I choć faktycznie muszę przyznać, że moją największą bolączką był przytykający się alergiami nos, który teraz jest od nich prawie kompletnie wolny, czuję się zdrowsza i wiem, że ma to związek ze spadkiem wagi. Sprawniejsza, zręczniejsza, pełna energii, wierząca w siebie, prąca do przodu jak taran (ale chodzi tu głównie o pozytywną energie, nadal pełną empatii;)…Chce mi się chcieć, czy w życiu nie to pcha nas do przodu i nakręca dalej? Dzięki temu, że udało mi się zmotywować i utrzymać motywację 42 dni, jestem z siebie dumna jak dawno nie byłam. Teraz czas pokontynuować wprowadzone roślinne przyzwyczajenia (oby się udało;).

Nie zrobiłam tego wpisu w poniedziałek jak zwykle bo myślałam, że znajdę chwilkę i na dowód nie-pogorszenia zdrowia (aby przekonać wielu sceptyków tej metody) podskoczę do przychodni zrobić badania krwi. Wybaczcie mi jednak, opóźnię to w czasie. Mam teraz intensywny tydzień i weekend…ale obiecuje, że w przyszłym tygodniu dam się zbadać, sama jestem ciekawa:)

I co dalej…

Nie skłamię wam, cieżko jest nie zgrzeszyć teraz na wychodzeniu. Średnio przy przygotowywaniu każdego posiłku muszę sobie przypominać, że mam teraz czas wychodzenia z postu…to chyba większa walka ze sobą niż w jego trakcie. Teraz właśnie muszę nauczyć się żyć z nową dietą naprawdę.

Zdarzył mi się też przedwczoraj kolacjowy grzeszek, czytaj uwielbiana zazwyczaj kiedyś kanapka z żółtym serem i ogórkiem konserwowym…zjadłam a potem zastanawiałam się po co, bo ani nie smakowała mi tak jak kiedyś, ani nie czułam się po niej dobrze po zjedzeniu. To było bez sensu… więc postaram się z tego wziąć nauczkę na przyszłość.

Życzę powodzenia wszystkim na poście, choć obecna sytuacja mówi mi, że tak naprawdę początek walki zaczyna się dopiero ostatniego dnia postu:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *